Karta pierwsza: PROLOG
dnia 24 września Roku Pańskiego MMIV w niewielkiej miejscowości o dźwięcznej nazwie Byczyna około godziny 13:30...
-witaj bracie, wreszcie dotarłem do Miasta Bram.
-cześć Anielka. chłopaki dojadą za 2 do trzech godzin...
godzina 16:00, korytarz szkoły podstawowej
-Hejka Hubert, jesteśmy. Gdzie wywalić nasze graty?
-cześć Tomek, kto przyjechał z Tobą? wyrzućcie się na sali lub w jamie;)
-Szalom Lisek!!! - rozległo się echem po korytarzu. Tomek rozejrzał się i dojrzał biegnącą w jego kierunku postać.
-Kiedy montujemy?! - odkrzyczał.
-Nareszcie jak człowiek mówisz - wtrącił Hubert. postać podbiegła do Huberta i Liska.
-za godzinkę, może dwie... kiedy dojedzie Kopernik?
-nie wiem zaraz do nich zadzwonię. A ty kiedy dojechałeś Aniela??
-około 13:00 byłem już w mieście... - do przedsionka wtoczył się Radziu
- dobra gdzie wywalić to dziadostwo, które mam na plecach??
- w jamie! dużo tego macie? może pomożemy......
godzina 20:30, stołówka
po wycieczce do Baszty(tm) Hubert, Lisek, baran, Templar, Radziu, Mariusz i Anielka zaopatrzeni w składniki przeszukali szkołę by odkryć naczynie mocy....
- Może zabierzemy wazon - zaproponował Anielka
- Znowu?? Z niego pije się naprawdę ŹLE!! - zripostował Hubert
- fuck! baran ty idioto! zostaw te klocki lego! - krzyknął lisek. Baran nerwowo odłożył niebieskie wiadro po proszku Orion.
- Chciałem coś....
- Ty lepiej nic nie gadaj! - przerwał Radziu. W tym czasie Mariusz oraz Hubert z bratem udali się do kuchni. Anielka zmierzył wzrokiem pomieszczenie. kuchnia wyglądała na zadbaną. duże gary podgrzewane elektrycznie lśniły czystością. wielka elektryczna płyta grzewcza jeszcze pachniała olejem, na którym smażone były jajka na obiad dla dzieci i rycerzy. po prawej stronie były drzwi a na wprost niego okafelkowana na biało kolumna pod3mująca strop. z lewej strony za dużą kuchenną ladą był szereg okien, a na ścianie za nim po lewej szafka a po prawej umywalka. zerknął za kolumnę. w tym czasie Hubert zaczął przeszukiwać szafkę. dźwięk przesuwanych sztućców niósł się echem na stołówkę i resztę szkoły...
- co tam jest? - zapytał Anielka wskazując wzrokiem na drzwi
- tam jest klatka i schody prowadzące...
- nieważne! MAM!! - przerwał mu Anielka
- co masz? Ja znalazłem mieszadełko! - uśmiechnął się Mariusz 3mając w prawej ręce wielką ubijaczkę do piany;>
- mam naczynie! popatrzcie tam stoi! cały czas na nas tu czeka!! - powiedział idąc w kierunku niezauważonej wcześniej suszarki. suszarka stała pomiędzy jednym z kuchennych urządzeń, a umywalką.
- nie żartuj! będziemy pić z tej miski?...
godzina 20:45, sala gimnastyczna
-dobra mamy mieszadełko, składniki i naczynie. pijemy?? - krzyknęli chórem wchodząc na salę. Radziowi zaświeciły się oczy. jego nieuwagę wykorzystał lisem, który minął go i z dwutaktu wpakował pomarańczowy kawałek gumy do obręczy zawieszonej za Radkiem.
-DWA PUNKTY!!!! wygrałem możemy pić...
-ej! to nie fair! oni nie grają z nami! a poza tym to Twister przyszedł! - odezwał się Templar
-dobra to robimy legowisko. podajcie tamte materace. - zarządził Lisek
-to róbcie my zagramy... zripostował Anielka...
...po 20 minutach meczu Anielka z Radziem kontra Templar i baran było 27:6. nagle piłka poleciała na środek sali. rozległo się tylko jęknięcie i krzyk. krzyk jakby NIEEEE.. kolejne sekundy zmroziły wszystkim krew w żyłach. Hubert odbił się od ziemi jak pierwszoligowy bramkarz i uskoczył do piłki, która minęła zastawę Liska i leciała z dużą prędkością w kierunku kręgu butelek i miski na środku sali gimnastycznej. na czołach wszystkich pojawiły się krople zimnego potu. Barana przeszył jakby zimny dreszcz. wszystko zamarło w bezruchu. nastała cisza, którą przerwał pusty, głośny dźwięk uderzenia uśmiechniętego Huberta o ziemię. chłopak przejechał na barku jakieś pół metra. gdy zatrzymał się rozprostował nogi i ręce, a piłka spokojnie odturlała się w kierunku Tomka. salę przeciął donośny dźwięk wypuszczania przez wszystkich powietrza... nikt nie przewidywał, że to nie ostatnia atrakcja tego wieczoru....
c.d.n...