karta 13th : zbrodnia i kapłan

...Wróg o pseudonimie Roman zaparzył wielkie, 12 litrowe wiadro mocnej kawy, przepłukał węża ogrodowego, i zaniósł swoje "dzieło" wrogowi o pseudonimie Krysia.

- proszę, to Twoja kawa.
- co to ma być!!??!! Przecież miała być mocna!! A to jakieś szczochy!!!. Pochlastać się z takim partnerem... - w tym momencie wróg o pseudonimie Krysia wyrwała partnerowi węża ogrodowego i wetknęła go sobie do ust. jej oczy były czerwone, przekrwione. Policzki nabrzmiałe od wciąganego płynu. Wróg o pseudonimie Roman. Wrócił do swojego pierwotnego planu. Wziął z pod ściany wiadro i szmatę. Przeniósł zestawik do okna, klęknął i zaczął ścierać podłogę. Miał pecha, gdyż niechcący potrącił leżący w kałuży jego krwi wałek kuchenny.

- Idioto!! Sabotażysto!!! Kretynie!! - usłyszał nim zebrał kopa w żuchwę. Potem już nic nie słyszał. Wróg o pseudonimie krysia wie, jak kopnąć w twarz. Wróg o pseudonimie Roman przeleciał półtora metra i wylądował na szklanym stole. Jego zęby wyleciały sznurkiem z ust i wbiły się w sufit, znacząc tym samym drogę jego ostatniego spojrzenia. Z ust poza zębami wyleciała strużka, ciepłej krwi pomieszana gęstą śliną. Krew rozbryznęła się po papierach na stole, a sam wróg o pseudonimie Roman ześlizgnął się z niego na podłogę, ściągając przy tym część map i planów. Wróg o pseudonimie Krysia sprawdził tętno partnera. Na twarzy "Krystyny" pojawił się grymas. Wyszła z pomieszczenia. Po chwili z łopatą na prawym ramieniu wróciła, chwyciła wroga o pseudonimie Roman za nogę i zaczęła wyciągać go z pokoju, mówiąc " no tak, chwila przyjemności i nocka kopania...". Wróg o pseudonimie Krysia mówił to z narastającą agresją w głosie. Gdy skończył wypowiedź, odwrócił się szybko i z całej siły kopnął ciało wroga o pseudonimie Roman w trzewia krzycząc "A mogłam teraz spokojnie szpiegować te bachory!!!". Wróg o pseudonimie Krysia zaciągnął ex partnera do piwnicy i zaczął kopać mu mogiłę...

...Tymczasem w bazie trwały przygotowania do rytuału. Znaleziona została specjalna kadź, w której pływała nafta zmieszana z twisterem i kilkoma składnikami, których mysz nie chciała nikomu podać za względu, jak o ujęła, na mistycyzm rytuału. Po kilkunastu minutach tantry nad pojemnikiem Nikita dała doń nura i zaczęła się radośnie pluskać. Nikt nie chciał być wtedy w jej futrze. Pojemnik był wypełniony łatwopalną cieczą i wystawiony na działanie promieni słonecznych. Myszka z zaciśniętymi zębami wykonywała coś w rodzaju tańca, którego kroków nikt nie był w stanie spamiętać. Zapytana po co to odpowiadała krótko, sycząc przez zęby: "muszę zbudzić kapłana, nie przeszkadzaj". I zadziałało!! Po jakiejś godzince pojawił się wysoki, ubrany na szaro mężczyzna. Na głowie miał kaptur, którego kutas był na tyle długi, by związać wszystkich... Mężczyzna obejrzał kadź, po czym zaczął zbierać coś z ziemi. Powiedział Anielce, by ten przyniósł piasek i usypał z niego niewielki krąg na ołtarzu. Biskup nie wiedział w pierwszej chwili o co chodzi mężczyźnie, poszedł jednak po piasek. Gdy się odwrócił zrozumiał czym jest ołtarz. Doznał olśnienia. "To ten pniak przed szkołą..." pomyślał i usypał na nim krąg. Nie potrafił jednak wyjść ze zdumienia. Nikt nie potrafił... Nikicie się udało - teraz trzeba pośpieszyć się z przygotowaniami - misja nie może dłużej czekać...

c.d.n...

offtopic