Karta szósta: akcja ratunkowa oddziału wsparcia

[...]Nikita zawzięcie walczyła z prawami natury. Już przez 39 godzin przechodziła szkolenie na Morską Pieczęć przebywając w zamkniętej butli bez dostępu tlenu na głębokości etykietki. Nie brała udziału w turnieju, nie mogła nawet kibicować. Cała jej uwaga skupiona była na przejściu próby wody, którą zgotował dla niej los. Z każdą sekundą, minutą i godziną powtarzała sobie „Bądź silna!! Nie poddawaj się!! Musisz przejść szkolenie - inaczej świat Tobą wzgardzi, Nikito!! Nie poddawaj się teraz, gdy jesteś tak blisko celu!!...”. I nie poddawała się! Zrozumiała, że szkolenie daje jej więcej niż tytuł Nawy Seal. Dawało jej poznanie samej siebie. Odkryła w sobie wolę walki, wewnętrzną siłę, która pchała ją naprzód. Dawało jej to siłę, by wytrzymać kolejne kilka minut i godzin. Zamknięta w butli, odosobniona od świata, zajrzała w swoje wnętrze. Z małej myszki o skłonnościach do nałogów przeistaczała się z minuty na minutę w odważnego wojownika, który nie lęka się patrzeć śmierci w oczy. Wojowniczki, która splunie wrogowi w twarz, gdy ten będzie puszczał cięciwę celując jej w oko. Raz na jakiś czas tylko starała się mysza telepatycznie skontaktować z tymi, którzy wiedzieli, o co tak naprawdę chodzi z tą butelką i pozornym, pośmiertnym znęcaniem się nad zwierzętami. Przez 39 godzin nie udało jej się to. Nie wiedziała czy to za sprawą artefaktu, czy wszechogarniającego stołówkę szumu i hałasu...

Gdy turniej dobiegł końca i sale opustoszały, Mysza miała jeszcze 5 godzin do zakończenia szkolenia. Przygotowała się na spokojne 5 godzin... Jednak wrodzony, zwierzęcy instynkt nie dawał Nikicie spokoju. Coś jej mówiło, że szkolenie nie będzie takie spokojne, jakby sobie tego życzyła. I –niestety - miała rację. Wróg przerzucił swego agenta na teren kompleksu mieszkalno-szkoleniowego. Agent w przebraniu sprzątaczki dotarł do stołówki i pod pozorem sprzątania przejął post-twisterową butelkę wraz z Nikitą w środku. Mysza wiedziała, co ma zrobić - miała jedną tylko szansę na ocalenie artefaktu i własnej skóry. Nie mogła przerwać bez rozkazu szkolenia. Pozostała jej telepatia!!...

-„Hubercie...Hubert!!!!.... Słyszysz mnie???”
- Co się dzieje, kto mnie woła? MoN, wołałaś mnie?? - Zapytał siostry, nerwowo rozglądając się Hubert
- Nie, a co się dzieje?? - Odparła MoN.
- Słyszę głosy w głowie... Ale schizma… co się dzieje??? Monia, czy na pewno nie maczałaś w tym palcy??
- ”Hubert!! POMOCY!!! Odpowiedz!! Powiedz Anielce...” – Usłyszał ten sam głos, co poprzednio
- Znów słyszę!! Cholera!! Gdzie jest Kościeja?? Nikita ma kłopoty!!! - W coraz większych nerwach zaczął się rozglądać. Olśniło go - wiedział, że nie dzieje się nic dobrego. Ale Anielki nie było nigdzie w okolicy... Dostrzegł jednak Mariusza, który wydawał się być bardzo czymś zaniepokojony. Mariusz zauważył i Huberta, więc obaj wyrwali z miejsca jak poparzeni i zaczęli co sił w nogach biec.

- Nikita zniknęła!! Ktoś ukradł artefakt!!!
- Wiem, właśnie dostałem telepatycznie S.O.S.!!
- Gdzie Anielka??
- Nie wiem! Sami musimy pomóc myszy!! Nie mamy czasu - jesteśmy samozwańczym oddziałem wsparcia dla Nikity! Do zakończenia akcji ratunkowej miej oczy szeroko otwarte!!! - Obaj zaczęli się rozglądać - tym razem już na spokojnie. Wiedzieli, że nerwami myszy nie pomogą... Kawałek po kawałku układanka zaczęła się składać w jedną logiczną całość. Wiedzieli, że to nie heretycy - artefakt był zapieczętowany, więc nie mogli tego zrobić oni... coraz bardziej w ich umysłach krystalizował się obraz WROGA... Oczywistym było, że to nikt z naszych... Po wnikliwej analizie pozostała tylko jedna opcja - agent. Na pytanie, kto może niezauważenie wejść do kompleksu i wynieść z niego tak ważną choć niepozorną rzecz jak artefakt, była tylko jedna odpowiedź... SPRZĄTACZKA!!! Chłopcy, by dowiedzieć się, co stało się z butelką musieli przeniknąć w struktury sprzątających. Szybko zaoferowali swoją pomoc w wynoszeniu śmieci, zamiataniu i znoszeniu łóżek na parter...

Po godzinie przed szkołą

-Hubert!! Jest Bartek!! - Zawołał Mariusz, stojący przy pniaku.
- Już pędzę!! Mamy opróżnić tamten kubeł i to będzie wszystko! - Powiedział zrezygnowany już Hubert - Szkoła jest czysta, a myszy brak...
W tym czasie Mariusz przedstawił sytuację Bartkowi, który usiadł i z wrażenia zapalił...
- To bierzmy ten kosz i pomyślimy, co dalej... - Zasyczał z wściekłością, która objawiała się mocnym ściskaniem między wargami filtra. Hubert i Mariusz wzięli kubeł stojący nieopodal i podeszli z nim do kontenera. Gdy już mieli wysypywać jego zawartość, Mariusz uśmiechnął się i krzyknął: „Patrz tam!!! Uratowana, mysz jest uratowana!!”, wskazując palcem do środka kontenera. Hubert dał nura w śmieci i po kilku chwilach wyciągnął roztrzaskany artefakt za szyjkę. Butelka była rozbita, jednak w zwyczajowym „tulipanie” pływała o dziwo woda, a w samej szyjce schowana była Nikita, która mamrotała tylko pod wodą: „Wytrzymam, przejdę szkolenie, uratują mnie"

c.d.n...

offtopic