Karta XIX : Twister international - deja vu?

Gdy tylko słońce zaszło za mury, a okolicę pokrył mrok zmierzchu, pojawił się MyszoKapłan. Anielka wyczuł, że to nie koniec problemów na dzień dzisiejszy. Huberta ogarniały coraz bardziej drastyczne i czarne myśli, Kapłan miał bowiem minę dość srogą.

- Witajcie, myślałem, iż nie spotkamy się prędko. Myliłem się jednak... - wymruczał mężczyzna. Słowa te przekonały Huberta o słuszności jego domysłów. Nie mógł się skupić na niczym poza myślą, że Nikicie stało się coś strasznego. Myśl ta tak sparaliżowała chłopaka, że stanął jak Żona Lota w miejscu. Nawet z jego twarzy można było odczytać, że jeśli w ogóle myśli, to właśnie i tylko o tym! Anielka zachował trochę więcej "zimnej krwi". wydukał z siebie jedynie
- Co się stało??
- Mam dla was zadanie od Pani tego grodu. - rzekł spokojnym, stonowanym głosem - Nikita pozbawiona jest sprzętu komunikacyjnego. Musicie opracować takowy i wysłać go jej jeszcze dzisiejszej nocy. Pani tego grodu sprowadziła wam kilku fachowców. Dla niepoznaki przyjechali z rycerstwem białoruskim na turniej. Oni wiedzą kim jesteście - wy musicie skontaktować się z nimi. Do godziny czwartej nad ranem mysza musi mieć nowy sprzęt komunikacyjny opracowany według technologii, którą odkryli owi naukowcy. Mam nadzieję, że wam się powiedzie...
Wyrzekłszy te słowa, Mężczyzna cofnął się o kilka kroków i zniknął w chmurze dymu przemieszanej z tworzącą się właśnie mgłą...

- Hubert!! Rusz się, bracie!!! Słyszałeś, co powiedział kapłan!! Mamy coś zrobić!!!!
- Ona żyje?? - z niedowierzaniem wyszeptał Hub.
- Tak, ale nie pożyje długo, jeśli do czwartej się nie wyrobimy!!! Idziemy do kompleksu!! To rozkaz!!
- To ruszajmy. - potwierdził, już nieco przytomniej, Hubert.

Przed kompleksem stał duży zielony autobus turystyczny. Jego kierowca nie sprawiał wrażenia inteligentnego człowieka, i takim w istocie nie był. Boris od 24 lat pracował w tej samej firmie przewozowej. Wykonywał sumiennie swoje obowiązki. Posiadał licencję na przejazdy międzynarodowe i stałą wizę biznesową do Polski. Przed 8 dniami wyruszył z Białorusi z misją dowiezienia rycerzy na turniej w Mieście Bram. Jechał ponad 2 doby tylko po to, by niebawem wracać. Po dostarczeniu pasażerów do miejsca docelowego odstawił autokar na parking i na 3 dni zaszył się w hotelu. Teraz jednak o 4:00 czasu lokalnego miał zapakować pasażerów z powrotem i zawieżć ich do domu. Podpisał więc wszystkie papiery na parkingu, wsiadł do busa i podjechał przed kompleks.

- Anielka, mam pytanie. Co to jest, do ciężkiej cholery, za autobus??? Przeciesh stoi w najgorszym możliwym miejscu!!!
- Masz rację!!! Zaraz to załatwię, bo nie wiadomo, co szykuje wróg!! Po co dawać mu jeszcze prezent w postaci zasłony??

Chłopcy przez około pół godziny rozmawiali z kierowcą. Oni nie znali biegle rosyjskiego, on ledwie rozmawiał po polsku. Efektem rozmów było ustalenie imienia oraz domniemanie, iż Boris sugeruje, że zbiera się na deszcz.... Słowem, nie załatwili nic. Nie kryjąc nerwów, Anielka zasugerował porozmawianie ze wszystkimi członkami białoruskiego rycerstwa.. Znał tylko dwa sposoby porozumienia się z obcokrajowcem, który włada jedynie językiem niezrozumiałym dla niego: tłumacz i telepatia. Niestety, telepatii nie opanował jeszcze do takiego stopnia, by spokojnie gadać z ludźmi. Gorzej, rozmówcy pewnie nie mają o niej pojęcia. Z tłumaczem też było ciężko, gdyż MoN, która nadawała się do tej funkcji idealnie, odjechała ładnych parę godzin wcześniej.... Gdy tak rozważał wszystkie możliwości, Hubert, który właśnie skończył "dialog" z kierowcą podszedł i krzyknął: - BEZ TWISTERA TO JA SIĘ Z NIMI ZA CHOLERĘ NIE DOGADAM!!!

Na te słowa Anielka objął i podniósł brata, krzycząc coś o jego odnalezionym cudownie geniuszu....

c.d.n...

offtopic